Homilia na VI Niedzielę Zwykłą „A” (13.02.2011)

ks. Mariusz Szmajdziński

PRAWO ZASAD DOPEŁNIAJĄCYCH

Przez dwie minione niedziele słuchaliśmy początkowych fragmentów z Chrystusowego Kazania na Górze, czyli tego, co zwykło się określać jako „serce Ewangelii”. W dzisiejszą niedzielę, podobnie jak i przez trzy kolejne, również wsłuchujemy się w nieśmiertelnie rozbrzmiewający głos z Góry Błogosławieństw. Przez powtarzające się zwroty: Słyszeliście, że powiedziano... A Ja wam powiadam... zwykło określać się dzisiejszy fragment jako „antytezy” – przeciwstawienie tego, co niegdyś powiedziano, z tym, czego naucza Pan Jezus. Można więc w pierwszym odczuciu odnieść wrażenie, że przez owo a Ja wam powiadam zostaje ustanowione coś nowego względem starego, w tym przypadku względem Prawa Starego Testamentu.

Tak jednak nie można rozumieć Chrystusowych „antytez”. Na samym początku dzisiejszej Ewangelii słyszeliśmy jednoznaczne świadectwo Jezusa: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale... Właśnie, w tradycyjnym tłumaczeniu na język polski mamy tutaj czasownik „wypełnić”. Należałoby przez to rozumieć, że przyjście Jezusa i cała Jego działalność będzie wypełnianiem Tory, czyli owych 613 przykazań, o których hierarchię ważności spierali się uczeni w Prawie (por. Mt 22,35n). Istotnie, w opisach ewangelicznych widzimy Pana Jezusa jako Tego, który wypełnia owe przykazania, na przykład pielgrzymuje na Święto Paschy i inne święta do Jerozolimy, spożywa Paschę, modli się i pości, płaci podatki, przywołuje i praktykuje najważniejsze przykazania. Z drugiej jednak strony – a są to przypadki znacznie częstsze – w zewnętrznej ocenie był postrzegany jako Ten, który nie tylko, że nie wypełnia owego Prawa, ale je łamie: naruszanie odpoczynku szabatowego, zasięganie nieczystości rytualnej przez dotykanie trędowatego albo przebywanie z publicznymi grzesznikami oraz odnoszenie do siebie cech boskich. To jak wiemy budziło wielkie kontrowersje ze wszystkimi ówczesnymi ugrupowaniami religijnymi, zwłaszcza z faryzeuszami i uczonymi w Prawie.

Wydaje się, że właściwszym tłumaczeniem czasownika plērōsai, który jest użyty w Jezusowej wypowiedzi, jest „dopełnić”. W takim rozumieniu Jezus przychodzi, aby dopełnić Prawo Starego Testamentu – dopełnić to, co wiązało się jedynie z praktyką czynów zewnętrznych, ukierunkowując na wewnętrzne usposobienie i nastawienie człowieka. Inaczej mówiąc, dokonać takiego przewartościowania praktyk rytualnych, aby stały się one uczynkami miłości. Tak więc, gdy uczeni w Prawie i faryzeusze wypełniali jedynie Torę, Jezus przyszedł, aby ją dopełnić, czyli zrealizować w całej pełni. Stąd wypływa Chrystusowe wezwanie, aby nasza sprawiedliwość była większa od owych „wypełniaczy” Prawa. Tylko w ten sposób będziemy mogli wejść do królestwa niebiańskiego.

Chrystusowe dopełnienie starotestamentowego Prawa znajdujemy w usłyszanych dziś „antytezach”. Przywołane przykazania są czytelne: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie będziesz fałszywie przysięgał. Zachowywanie ich wydaje się być oczywiste w swej zewnętrznej formie. Nie można nikogo pozbawić życia, jak i nie można naruszać czyjejś i swojej godności przez cudzołóstwo. Są to prawdy oczywiste i niepodlegające dyskusji. Wypełnianie ich w sensie jedynie zewnętrznym pozostaje jednak, wedle dzisiejszej Ewangelii, „sprawiedliwością faryzeuszy”, a więc tej, która nie otwiera drogi do królestwa niebiańskiego. Zabić drugiego człowieka można nie tylko swoim rękoma, ale również swoim sercem, czy dokładnie mówiąc w swoim sercu. Tak samo w przypadku cudzołóstwa – miejscem dokonania tego grzechu nie musi być tylko łóżko, samochód albo agencja towarzyska, ale także serce. Chrystusowe „antytezy” dopełniające przykazania Prawa wyraźnie pouczają nam, że to właśnie tam, w ludzkim sercu, najpierw dokonuje się zabójstwo, cudzołóstwo i inne grzechy, a dopiero później są one przeobrażane na czyny zewnętrzne, nierzadko przechodzące w zbrodnie. W innym miejscu Ewangelii Mateuszowej Jezus wyraźnie stwierdza: Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczystym (Mt 15,19n). Uwolnienie serca od takich namiętności i nieczystości jest realizowaniem owej większej sprawiedliwości, tej, która otwiera drogę do królestwa niebiańskiego.

Zobaczmy to na przykładzie pierwszej „antytezy”. Jezus zrównuje gniew z zabójstwem drugiego człowieka. Morderstwo w sposób oczywisty podlega karze jako zbrodnia popełniona na zewnątrz. Gniew, nienawiść może być zamknięta jedynie w sercu. Sieje jednak ona ogromne duchowe zniszczenie, czy wręcz spustoszenie. Sprawia, że drugi człowiek przestaje dla nas żyć, bo już zabiliśmy go w swoim sercu. W ten sposób gniew staje się również zbrodnią, nazwijmy ją – wewnętrzną zbrodnią. A jako zbrodnia podlega karze, która ma również wewnętrzny charakter. Nie wejdziemy bowiem do królestwa niebiańskiego. I nie ma w tym przypadku znaczenia, że nigdy bezpośrednio nie targnęliśmy się na życie owego drugiego, znienawidzonego przez nas, człowieka.

Ten wewnętrzny stan zbrodni zabójstwa dobrze pokazuje film Davida Finchera „Siedem”. Detektyw David Mills (Brad Pitt) wpada w szał gniewu, gdy zobaczył w przysłanej paczce obciętą głowę swojej żony, która w chwili tego okrutnego morderstwa była w ciąży. Tej niewyobrażalnej zbrodni dokonał John Doe (Kevin Spacey) – seryjny morderca, który zabijał wybranych przez siebie ludzi według katalogów siedmiu grzechów głównych. Powodowany zazdrością pozbawił życia żonę ścigającego go detektywa Millsa, aby wywołać u niego skrajny gniew, niepohamowaną nienawiść. Nic bardziej okrutnego zobaczyć takie morderstwo, które pozbawiło życia dwoje ukochanych ludzi. Nic bardziej trudnego, aby powstrzymać gniew. Nic bardziej oczywistego, aby ów gniew wyrazić na zewnątrz. Dramatyczna chwila przeładowania pistoletu i wymierzenia go w głowę Doe'a pokazuje jak gniew wychodzi z serca i staje się cielesną zbrodnią. Nie pomagają wówczas rady mądrego i dużo starszego kolegi Williama Somerseta (Morgan Freeman), a także przebłyski własnego zdrowego rozsądku lub sumienia. Pada strzał, który przeobraził wewnętrzną zbrodnię w zewnętrzną, gniew w zabójstwo. Reżyser filmu nie pokazał czy ów młody detektyw nie wszedł do królestwa niebiańskiego, ale wyraźnie dał do zrozumienia, że Mills zostanie wtrącony do więzienia i nie wyjdzie stamtąd – według słów dzisiejszej Ewangelii – aż zwróci wszystko. Tylko, że w tym przypadku spłata długu jest niemożliwa!

To dopełnienie Prawa wydaje się czymś oczywistym. A jednak zabójstwa, cudzołóstwa, fałszywe świadectwa i inne zbrodnie zdarzają się każdego dnia. Są one wiadome, gdyż stają się zbrodniami zewnętrznymi. Można przypuszczać, że te wewnętrzne, czyli popełnione w sercu, są jeszcze częstsze. Dlaczego? Wypływa to z daru wolności, jakim Bóg nas obdarował. Jest on tak wielki, że każdy z nas może dokonać wyboru pomiędzy dobrem a złem, a więc w konsekwencji pomiędzy życiem a śmiercią. W wersecie poprzedzającym dzisiejsze pierwsze czytanie mędrzec Syracydes stwierdził, że Bóg pozostawił człowieka w ręku rady jego (Syr 15,14). Jan Paweł II w swojej Encyklice „Veritatis splendor”, nawiązując do tych słów, wskazuje, że jest to droga do doskonałości. Możliwość dokonywania wyborów, co oczywiście wiąże się z wysiłkiem, rozwija i umacnia w człowieku podobieństwo do Boga (por. VS 38). Jest to także przejaw niepojętej miłości Boga do każdego z nas – miłości, która jest owocem wolnych wyborów: co zechcesz, po to wyciągnij rękę... co ci się podoba, to będzie ci dane. Jednocześnie mędrzec mówi także o wierności, czyli o tym, co stanowi gwarancję zachowania miłości: dochować wierności jest Jego upodobaniem. Bez wolności i wierności nie ma miłości. Dlatego skoro Bóg jest nam wiernym w swojej miłości, to i my winniśmy dochować tego samego. Każdy nasz wybór powinien być ukierunkowany na Źródło Dobra, czyli na samego Boga.

W pierwszym czytaniu słyszeliśmy jeszcze inne słowa, które przypominają nam o owocu naszych wyborów: On sam poznaje każdy czyn człowieka. Każdy z tych czynów doczeka się odpowiedniej zapłaty. Dlatego ilekroć stajemy przed możliwością wyboru, pamiętajmy, że Jezusie, Swoim Synu, uczącym nas dzisiaj sprawiedliwości większej poprzez zasady dopełniające Prawo, miłujący Bóg przeznacza nas ku tej chwale, o której św. Paweł mówi, że ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć.